W ciągu dwóch lat blogowania stworzyła własną, niepowtarzalną markę. Dzisiaj, poza regularnym prowadzeniem bloga, sprzedaje też własne produkty. Konsekwentnie odmawia współpracy reklamodawcom, którzy nie pasują do jej profilu działalności. Aleksandra Budzyńska – znana w sieci jako Pani Swojego Czasu – opowiada nam o tym, co daje blogerom planowanie, jak wyzbyć się perfekcjonizmu i co sądzi o afiliacji.

Olu, jako Pani Swojego Czasu oduczasz kobiety perfekcjonizmu i zachęcasz je do działania zgodnie z zasadą „zrobione jest lepsze od doskonałego”. Jak przenieść takie podejście na grunt prowadzenia własnego bloga?

Bardzo łatwo. Zacznij działać już dzisiaj – z tym, co masz, z tym, co umiesz, i z tym, czego możesz dokonać dzisiaj. Większość blogów nie powstaje dlatego, że ich założycielki wciąż boją się, że nie będzie tak idealnie, jak powinno być.

A idealnie nie będzie nigdy.

Dodatkowo osoby, które chcą założyć blog, porównują się do tych, które swoją stronę założyły lata temu, zamiast porównywać swój początek do ich początku. To oczywiste, że blog po kilku latach prowadzenia wygląda zupełnie inaczej.

Kiedyś z ciekawości weszłam na stronę, która pozwala podejrzeć, jak wyglądały blogi obecnie znanych blogerek. I co? Wyraźnie widać, że każda z nich uczyła się, a działając, zaliczyła mnóstwo wpadek. Jeśli jednak działasz, wpadki, błędy i potknięcia są OK, bo motywują do pójścia dalej.

Żeby było jasne – działanie nie oznacza, że zakładam blog i od razu umiem obsługiwać wszystkie wtyczki itp. Jeśli nie jestem pewna, czy się do tego nadaję, działaniem będzie również napisanie pierwszych 20 artykułów albo wymyślenie tematów pierwszych 30 wpisów.

Jak wygląda u Ciebie planowanie postów?

Jest kilka zasad, których staram się trzymać.

Po pierwsze, zawsze mam artykuły napisane „na czarną godzinę”. Zapasowe, przechowywane w archiwum. Udostępniam je na blogu w przypadku, gdy pojawia się wielki leń, podczas wakacji lub w czasie choroby.

Po drugie, nigdy nie opieram się natchnieniu. Jeżeli mnie natchnie, to piszę – na komputerze, w telefonie, na serwetce, na ścierce; notatki nagrywam także w Evernote. Nie pozwalam uciec myślom.

Po trzecie, regularnie piszę artykuły w niedzielę. Nie wiem, dlaczego upodobałam sobie ten dzień; nowe artykuły zwykle wtedy rozpoczynam, choć niekoniecznie kończę. Często w niedzielę pojawiają się pomysł i kilka głównych punktów (czyli szkielet), które w ciągu tygodnia są uzupełniane i modyfikowane.

Ważną częścią planowania moich artykułów jest fakt, że nie tylko ja nad nimi pracuję; opracowują je również moja korektorka Ela (która poddaje je korekcie i redakcji) oraz moja Prawa Ręka – Justyna, która wrzuca je na blog.

Optymalną sytuacją jest dla mnie taka, gdy na blogu kilka artykułów w 100% gotowych czeka na wciśnięcie guzika „Opublikuj”.

W okresach, w których mamy dużo więcej pracy (przygotowywanie i realizacja kursów lub sprzedaż planera), artykuły są opracowywane z większym wyprzedzeniem, tak abym nie musiała o nich myśleć, gdy będę zajęta innymi kwestiami.

Bo jedną zasadę stosuję z żelazną regularnością i nie ma od niej odstępstw: artykuł na blogu pojawia się co wtorek i w ciągu dwóch lat działania bloga nie było od tego żadnego wyjątku.

kurs pani swojego czasu

Jak ułatwić sobie obowiązki „okołoblogowe”, czyli odpisywanie na komentarze, maile, promocję w social media, robienie zdjęć, odwiedzanie innych blogów, aby znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie i nie stracić serca do blogowania?

Z tego, co wiem od innych kobiet, które zaczynają blogowanie, a jednocześnie są początkujące w temacie organizacji czasu, większość tych czynności jest wykonywana chaotycznie i w kompletnie nieuporządkowany sposób. A to wejdą na Facebook i coś tam poczytają, a przy okazji zamieszczą komentarz, a to poczytają blogi i gdzieś zostawią ślad po sobie. Stale mają otwartą skrzynkę pocztową i prawdopodobnie stale sprawdzają statystyki blogowe.

Tymczasem porządek w działaniach sprzyja blogowaniu. No chyba, że ktoś lubi taki bałagan 🙂

Jak utrzymać porządek? W łatwy sposób, bo zasada jest uniwersalna w obszarze zarządzania sobą w czasie: trzeba wiedzieć, po co się wykonuje pewne czynności, czyli znać swoje cele i dążyć do ich realizacji. Jeśli znamy swoje cele i konsekwentnie je realizujemy, nie działamy chaotycznie; mamy ustalony plan, zgodnie z którym nasze działania są wykonywane po kolei i krok po kroku.

W żadnym obszarze (także tym związanym z procesem tworzenia bloga) nie można robić wszystkiego – trzeba obrać kierunek i eliminować większość zadań, zamiast je dokładać. U mnie na przykład od zawsze wiadomości mejlowe mają najniższy priorytet. Dlaczego? Dlatego, że w większości przypadków dotyczą one cudzych celów i priorytetów, a nie moich.

Podobna sytuacja dotyczy odwiedzin na innych blogach. Gdy zakładałam swoją stronę, wiedziałam, że moim celem nie będzie współpraca z markami, lecz budowanie własnej marki i tworzenie własnych produktów. Dlatego nie muszę mieć olbrzymich zasięgów, które mają znaczenie właśnie dla marek niż dla moich celów. A to oznacza, że odwiedzam tylko te blogi, które naprawdę mnie interesują (a jest ich niewiele), i zostawiam swój komentarz jedynie wtedy, gdy czuję, że tego chcę, a nie po to, by zostawić ślad po swoim blogu, licząc, że ktoś mnie zauważy.

Porządek może też polegać na tym, że działamy według harmonogramu: dziennego, tygodniowego i miesięcznego. Wiele osób, które chciałoby założyć blog, uważa, że to takie fajne zajęcie, pełna wolność i swoboda. Oczywiście to Twój blog, więc pewnie tak jest, ale jeśli jednocześnie Twój blog to Twój biznes, o którym myślisz serio, działania muszą być przewidywalne i przemyślane.

Wszyscy znani mi blogerzy podchodzą do blogowania jak do zawodowego przedsięwzięcia – planują je, a następnie działają według mniej lub bardziej ustalonej rutyny: artykuły piszą w określonym czasie, z wyprzedzeniem robią zdjęcia na blog i zastanawiają się nad tym, jak rozwijać stronę w przyszłości.

Warto wspomnieć o tym, że stracenie serca do blogowania nie jest niczym strasznym. W każdej pracy zdarzają się lepsze i gorsze chwile; podobnie jest z blogowaniem. Na pewno nie jest to zajęcia dla każdego i jak każde zajęcie – zawodowe lub nie – może zostać przez nas porzucone na rzecz innego.

Najczęściej czas przecieka między palcami przez niepozorne rozpraszacze. A to nowy e-mail spłynął na skrzynkę, a to powiadomienie z Faceboooka, ciekawy artykuł w internecie… Co pomaga ujarzmić rozpraszacze uwagi?

Skupienie 🙂

To oczywista oczywistość, pytanie tylko, jak je osiągnąć.

Po pierwsze, dzięki planowaniu. Jeśli masz plan działania, który uwzględnia czas zarówno na odpowiedzi na mejle, jak i sprawdzenie tego, co dzieje się w mediach społecznościowych, nie będziesz czuła potrzeby robienia piętnastu czynności jednocześnie i sprawdzania wszystkiego już, teraz, natychmiast, bo będziesz wiedziała, że na każdą czynność przyjdzie pora.

Według mnie fajnym podejściem jest wypracowanie rutyny. To rutyna (inaczej zwana nawykami) pozwala nam przetrwać spadki motywacji i trudne chwile, których blogerzy mają zdecydowanie więcej, ponieważ zwykle są bardziej wystawieni na ekspozycję społeczną.

Skupieniu na określonym sposobie działania sprzyjają checklisty, niezwykle pomocne w prowadzeniu bloga. Najlepsze są checklisty codzienne, tygodniowe i miesięczne – dzięki nim nie musisz się zastanawiać, czy na pewno wszystko zrealizowałaś; po prostu sprawdzasz poszczególne punkty.

Oczywiście jeśli jest z nami bardzo źle, można sięgnąć po narzędzia techniczne, czyli różnego rodzaju programy, które blokują rozpraszacze i niejako zmuszają nas do pracy, aczkolwiek zawsze w takim przypadku zadaję pytanie: „Jak bardzo chcesz prowadzić blog, skoro pozwalasz, by małe byle co wytrącało Cię z pracy nad nim?”.

Jakie praktyczne narzędzia do zarządzania czasem i prowadzenia bloga polecasz początkującym blogerom?

Na początek zalecam korzystać z jak najmniejszej liczby narzędzi i skupić się na działaniu, zamiast zastanawianiu się, z jakich aplikacji powinniśmy korzystać.

Najważniejsze według mnie będą narzędzia do planowania (utrzymujące porządek w naszym blogowaniu) oraz te, które pozwolą nam przechowywać nasze pomysły w jednym miejscu.

Narzędzi do planowania jest sporo, ale szczególnie polecam dwa z nich. Jedno z nich to Nozbe, którego używam do zapisywania swoich zadań, a drugie to Asana, którego wraz z moim zespołem używamy podczas realizowania projektów PSC.

Obydwa programy – oprócz zalet związanych z możliwością planowania i zarządzania projektami – mają też tę cudowną właściwość, że pozbawiają nas konieczności komunikacji mejlowej z osobami, które z nami współpracują.

Inną aplikacją, którą polecam, jest Evernote – odkąd z niej korzystam, nie zdarzyło się, żeby umknęła mi jakakolwiek myśl. Wszystkie pomysły na blogowanie zapisuję albo – jeśli nie mam możliwości ich zapisania, bo na przykład spaceruję z kijami nad Wisłą – nagrywam w formie notatek głosowych.

„Nie mam pomysłu, o czym mogę pisać”, „Chcę wprowadzić do bloga trochę świeżości”. Co radzisz osobom, które czują, że utknęły w pewnym punkcie? Jak ruszyć dalej z nową energią?

To trudne pytanie, bo jako PSC jeszcze nie doświadczyłam takiego stanu.

Jak zawsze w moim przypadku wszystko sprowadza się do pytania: „Po co?”. Po co blogujemy? Po co piszemy? Po co chcemy być w necie? Jeśli nasza działalność na blogu nie odpowiada nam na te pytania, to albo robimy coś nie tak z naszym blogowaniem, albo być może blogowanie nie jest dla nas.

Co zauważyłam u początkujących blogerek? To, że zbytnio skupiają się na sobie zamiast na potencjalnych odbiorcach. Często myślą, że wystarczy fakt, że lubią gotowanie, znają się na szydełkowaniu albo są świetnymi mamami, by ludzie zaczęli czytać ich blog. Według mnie sam fakt, że Ty to lubisz i jesteś w tym świetna, to wciąż za mało, by inni chcieli Cię czytać. Według mnie blogowanie jest tylko wtedy sensowne, gdy wiemy, co sprawia nam radość, ale też gdy mamy świadomość tego, czego chcą nasi odbiorcy. Gdy połączymy te dwa obszary – jesteśmy w domu 🙂

Jakich zasad się trzymasz, gdy podejmujesz współpracę z reklamodawcami?

Oj, mam ich sporo, bo to znacznie ułatwia współpracę.

Po pierwsze, rzadko współpracuję z reklamodawcami, czyli firmami, które sponsorują powstanie artykułu. Na moim blogu jest ponad 200 wpisów, a bodajże tylko kilka z nich powstało w ramach płatnej współpracy.

Po drugie, nie nawiązuję współpracy z firmami, które nie mają zielonego pojęcia, kim jestem, i zwracają się do mnie per „Państwo”, nie wspominając o takich, które piszą: „Szanowny Panie” 🙂

Po trzecie, na blogu publikuję wyłącznie wpisy związane z tematyką zarządzania sobą w czasie, w związku z tym odpadają propozycje reklamowania jogurtów, samochodów, ubezpieczeń, płatków śniadaniowych itp.

Po czwarte, ze współpracy muszą być zadowolone trzy strony: ja, reklamodawca i moje czytelniczki.

Co przekonało Cię monetyzowania bloga m.in. dzięki afiliacji? Nie obawiałaś się, że w ten sposób zrazisz do siebie czytelników?

Nie – i zaraz powiem dlaczego.

Przede wszystkim nie lubię wyrażenia „monetyzacja bloga”. Nie uważam, że prowadzę blog, który w pewnym momencie zmonetyzowałam. Od początku budowałam swoją markę, której część stanowił blog. Poza tym nie zarabiam na blogu, bo – jak wspomniałam – praktycznie nie mam na nim artykułów sponsorowanych; zarabiam na autorskich produktach związanych z zarządzaniem sobą w czasie.

Już w trakcie uruchamiania bloga myślałam o swoich produktach i byłam ciekawa, jak odbiorą je moje czytelniczki. Szybko okazało się, że nie tylko nie widzą w tym problemu, lecz wręcz mnie do tego namawiają. Pierwszy kurs sprzedałam, gdy fizycznie nie był jeszcze gotowy, bo jedna z czytelniczek tak bardzo go chciała mieć.

Teraz, gdy moje zasięgi są znacznie większe, zdarzają się, oczywiście, osoby, które zarzucają mi, że za niektóre z moich produktów trzeba zapłacić. Zupełnie się tym nie przejmuję. Po pierwsze dlatego, że nie da się dogodzić wszystkim i nie zamierzam tego robić, a po drugie dlatego, że wciąż wiele treści, które tworzę, jest bezpłatnych. Dodatkowo regularnie organizuje webinary, podczas których dzielę się wiedzą. Jeśli ktoś chce z niej skorzystać – na pewno znajdzie sposób.

Jeśli chodzi o przychody z afiliacji, również się z nią nie kryję. Afiliuję głównie książki oraz programy do zarządzania czasem. Książki czytam na kilogramy, bo uwielbiam to robić, i polecam wyłącznie te wartościowe. Nie widzę więc powodu, żeby przy okazji na tym nie zarobić, szczególnie że decyzja należy do czytelniczek (bo przecież nie muszą kupić książki, klikając na udostępniony przeze mnie link).

pani swojego czasu

fot. Jakub Ociepa

Olu, masz też własne produkty stworzone pod marką Pani Swojego Czasu, przede wszystkim są to kursy online, a także planer. Co radzisz blogerom, którzy myślą nad wypuszczeniem w świat własnego produktu/usługi? 

Radzę to zrobić. Po prostu 🙂

Najwięcej tego typu przedsięwzięć nie powstaje nie dlatego, że ktoś nie miał pomysłu, grupy docelowej czy klientów, lecz dlatego, że nie zabrał się do roboty i za dużo myślał.

Nie zachęcam do działania bez uprzedniego sprawdzenia, czy będzie zapotrzebowane na nasze produkty, aczkolwiek trzeba pamiętać, że na wiele produktów nie było zapotrzebowania, dopóki one nie powstały.

Pierwszy swój kurs stworzyłam dlatego, że dopominały się o niego moje czytelniczki. Planer powstał dlatego, że czytelniczki uznały, że chcą planować w moim planerze. Książkę zaczęłam pisać, bo również stale mnie o to pytano.

Obecnie pierwsza wychodzę ze swoimi pomysłami, nie czekając na moment, w którym kobiety zaczną się o nie dopominać.

Masz pomysł na produkt? Najpierw go sprawdź – zapytaj osoby znajdujące się obok Ciebie, a następnie swoich odbiorców; regularnie robię tak w grupie Pań Swojego Czasu na FB, która pomaga mi tworzyć i udoskonalać moje produkty.

Zachęcam też, by zacząć od czegoś małego, bo tworzenie własnego produktu nie jest łatwe. Często pierwsza wersja okazuje się wersją testową.

Każdy mój kurs online z edycji na edycję staje się coraz lepszy, bo wciąż je udoskonalam. Zawartość planera również wkrótce ulegnie zmianie, ponadto na bazie związanych z nim doświadczeń projektujemy kolejne produkty, jak na przykład kalendarz PSC na 2017 rok.


Aleksandra Budzyńska: skutecznie namawia kobiety do tego, aby wzięły czas w swoje ręce i zarządzały nim na własnych zasadach. Znana ze zdyscyplinowania, ustalania priorytetów i rozbrajająco szczerej komunikacji. Jeszcze większego zorganizowania nauczyła ją choroba syna – cukrzyca typu 1, która wymaga żelaznej dyscypliny. Swoją wiedzą z zarządzania czasem od 2 lat dzieli się na blogu Pani Swojego Czasu. Prowadzi webinary, sprzedaje własne produkty (kursy online, mini-kursy, e-booki, gadżety i planer). Wokół bloga zgromadziła sporą społeczność zaangażowanych kobiet, które chcą oduczyć się perfekcjonizmu i zatrzymać błędne koło odkładania na później.

pani swojego czasu

fot. Jakub Ociepa

Related Post