Dawid Tymiński to bloger, który od pięciu lat tworzy pod pseudonimem Secondhand Dandy. W zasadzie powinniśmy napisać „tworzył”, ponieważ niedawno Dawid poczynił olbrzymie zmiany w identyfikacji bloga, i teraz możemy znaleźć go pod nazwą Dandycore.

Młody mieszkaniec Wrocławia i bloger, który przekonuje coraz większe rzesze mężczyzn do stylu życia, który promuje – dandyzmu.  Spotkaliśmy się z Dawidem w lipcu, aby zadać mu kilka pytań, nie tylko o afiliację 😉

 

Czy zakładając bloga myślałeś, że będzie to Twój sposób na życie?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Od początku brałem pod uwagę taką możliwość. Nie myślałem jednak, że uda się to tak szybko, a w okół strony zbierze się tak duża grupa aktywnych odbiorców. Miałem szczęście, że moment, w którym zakładałem bloga był „ostatnim dzwonkiem” jeśli chodzi o blogi nawiązujące do męskiego stylu życia i mody. Dziś mamy tych blogów zdecydowanie dużo więcej. Ważne było też to, że spore grono męskich blogerów w tym czasie zaczynało już żyć z blogowania. To dawało nadzieję, że ja też będę mógł to robić.

Do kogo kierujesz swoje działania w sieci?

Dostarczam artykułów na temat mody męskiej (kwestii technicznych, rodzajów ubrań, etc.) jak i męskiego stylu życia, ponadto staram się inspirować poprzez sesje zdjęciowe, stylizowane jak i w formie „Kapsułkowej Garderoby”. Swoje działania kieruję głównie do młodych mężczyzn, którzy stoją u progu podejmowania ważnych życiowych decyzji. Szerokim targetem jest ogół zainteresowanych tematami, które poruszam, mężczyzn i kobiet, chcących doradzać swoim Panom.

 

Czy zawsze interesowałeś się modą męską, czy to zainteresowanie wzięło się z pisania bloga?

Jestem jednym z roczników, które w gimnazjum miały tą nieprzyjemność nosić mundurki, i to był taki pierwszy moment kiedy zaczynałem swoje eksperymenty z modą. Po szkole jeździłem na lekcje angielskiego do większego miasta i tam mogłem eksperymentować z ubiorem. Dużym przełomem była do Wrocławia na studia. Większe miasto, zdecydowanie większa oferta ubraniowa. Przeprowadzka pozwoliła też na czerpanie z tak zwanego streetwearu, oraz na poznanie osób o podobnych do moich zainteresowaniach.

Kto jest dla Ciebie dziś ikoną stylu?

Takich ikon jest bardzo dużo. Jeżeli chodzi o świat Internetu to inspiruję się zagraniczną blogosferą. Śledzę też targi mody męskiej we Florencji. Na naszym polskim podwórku ikoną dla mnie, taką rozpoznawalną przez większość byłby Marcin Prokop. Większość jego stylizacji jest bardzo ciekawie skomponowana. Nie są ani zbyt ekstrawaganckie, ani zbytnio na luzie. Drugą osobą, którą mógłbym wskazać byłby Janusz Palikot, jednak w czasach przed założeniem partii. Po wejściu w świat polityki jego styl został spłaszczony.

Czego według Ciebie najbardziej brakuje w modzie męskiej?

Jeśli chodzi o modę męską w naszym kraju, to myślę że asortyment sklepowy nadal jest ubogi w produkty tak zwanego niskiego progu wejścia. Jest tak zarówno z butami, dodatkami… Tak naprawdę z całą konfekcją. Często zdarza się, że moi czytelnicy piszą do mnie, iż dana rzecz,którą widzą na blogu im się podoba, jednak na początek chcieliby tańszą. Nie są po prostu pewni, czy dany produkt się u nich sprawdzi. Też jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Brakuje go na polskim rynku, wystarczy spojrzeć jak wygląda to za zachodnią granicą.

Jaka jest według ciebie różnica między blogerem modowym, a stylistą?

Bardzo często antagonizuje się te dwa światy i często spotykam się ze stwierdzeniem, że blogerzy próbują wygryźć stylistów. Główna różnica, którą widzę jest taka, że blogerzy najczęściej zajmują się tym użytkowym aspektem mody, natomiast styliści często zahaczają o jej wymiar, który jest bardziej high-fashion.

 

Jesteśmy po sesji zdjęciowej, do której wybrałeś kilka produktów. Powiedz nam proszę co wybrałeś i dlaczego?

Jeśli chodzi o dzisiejszą sesję, to zdecydowałem się na różnorodność. Chciałem w jak najlepszy sposób pokazać elegancję w różnym wydaniu. Realizowaliśmy trzy stylizacje: formalną, pół formalną i tak zwany „casual”. Wszystkie przeznaczone są raczej na cieplejsze dni w roku.

Do pierwszej stylizacji (formalnej) wybrałem marynarkę firmy Profuomo z asortymentu sklepu elegancki-pan.com. Jest to marynarka wykonana z mieszanki bawełny, oraz lnu. Warto zwrócić na nią uwagę zwłaszcza w letnich miesiącach. Ze względu na luźny splot, oraz brak podszewki jest bardzo przewiewna i wysokie temperatury nie przeszkodzą nam w byciu stylowym. Dobrałem do niej wykonany z surówki jedwabnej krawat marki OSOVSKI, który bardzo dobrze współgra swoją fakturą z marynarką. Do tego biała bawełniana koszula, pasujące spodnie i mamy wygodny, letni zestaw na formalną okazję)

W kolejnym zestawie wykorzystałem koszulę w kratę vichy, również marki OSOVSKI. Do tego kamizelka, jeansy i skórzane trampki. To zestaw pół formalny. Dobrym złamaniem koszuli i marynarki są jeansy i skórzane trampki. Wprowadzają one trochę luzu 😉

Natomiast trzeci zestaw nawiązuje w luźny sposób do ubioru amerykańskiego żołnierza. Ciekawym zabiegiem jest tu użycie jeansowej koszuli jako lżejszej wersji jeansowej kurtki. Do tego nieśmiertelniki, podwinięte rękawy i spodnie w typie chinos.

Wróćmy do rozmowy o zarabianiu 😉 Twój blog jest stroną dochodową, a jednym z Twoich głównych źródeł gotówki, jak sam mówisz, jest afiliacja. Dlaczego uważasz, że ten model jest dobry?

W mojej ocenie ten model jest dobry szczególnie dla mniejszych twórców. Afiliacja jest dobra z kilku powodów.  Po pierwsze daje ona fajne możliwości wplatania treści sponsorowanych w artykułach typowo contentowych. Po drugie jest to świetny i mało inwazyjny sposób na przetestowanie reakcji naszej społeczności na fakt, że zaczynamy na blogu zarabiać. Zawsze zaznaczam, że gdy czytelnik kupi rzecz z mojego polecenia, to ja zarobię na tym pewną kwotę. Ostatnią ważną kwestią jest fakt, że w afiliacji „wygrywa każda ze stron. Bloger i sieć mają prowizję, sklep sprzedaż, a osoba kupująca zaoszczędza czas, a niejednokrotnie także pieniądze na swoich zakupach.

Jakie więc są Twoim zdaniem największe plusy afiliacji, które Ciebie zachęciły do takiej współpracy?

  • niski próg wejścia
  • wysoka efektywność przy niskim nakładzie finansowym
  • korzyści dla wszystkich stron zaangażowanych w takie działanie
  • możliwość budowania dochodu pasywnego
  • przetestowanie sprzedażowego potencjału społeczności i możliwość pochwalenia się wynikami przed potencjalnymi reklamodawcami

Czy widzisz jakieś poważne minusy w byciu wydawcą w programach partnerskich?

Nie znajduję poważnych minusów 🙂

W 2009 roku stworzyłam sieć afiliacyjną webePartners. Dbam o systematyczny rozwój sieci i dobre relacje wydawców z reklamodawcami. Za największy atut afiliacji uważam dobrowolność tej formy współpracy i możliwość monetyzacji każdego działania online. A prywatnie, przynajmniej raz w roku, podróżuję kamperem po Europie, w miejsca wolne od tłumów. W wolnych chwilach rysuję, kleję z papieru i tworzę "coś" z niczego :)


Data publikacji: 21.08.2017

Related Post