Gościmy u nas Marcina Tomaszewskiego z bloga Lektura Obowiązkowa. Rozmawiamy o tym, czym nasz gość zajmuje się na co dzień a jest tego sporo! Blog, kanał na YouTube, fanpage na Facebooku oraz profil na Instagramie… i do tego praca na pełen etat!

Marcin doskonale wie, jak tworzyć treści, które wygenerują ruch organiczny na stronie. Zna się też na popkulturze jak mało kto, o czym możecie poczytać na jego blogu, jak również obejrzeć na kanale YouTube.

Marcin Tomaszewski rozmawiamy o jego pracy i blogowaniu na lekturaobowiązkowa.pl

Przeczytałam na twoim blogu, że założyłeś go po to, aby pisać. Dlaczego zdecydowałeś się pisać właśnie o książkach?

Zaczęło się od tego, że zawodowo zajmowałem się dziennikarstwem na samym początku swojej kariery. W pewnym momencie zmieniłem jednak profil zawodowy. Postanowiłem wtedy, zadbać o to, by nie wyjść z wprawy pisania. Tak naprawdę piszę od momentu, kiedy nauczyłem się pisać. Wiem, że to brzmi tak sloganowo, niemal jak: „śpiewam, od kiedy byłem w brzuchu matki”, ale tak się złożyło, że ja bardzo dużo czytałem już w szkole podstawowej i wtedy też zaczynałem pisać pierwsze opowiadania. Zawsze mi to sprawiało bardzo dużą przyjemność, uznałem więc, że założę bloga i zacznę pisać. Jeżeli ktoś to będzie czytać – super, jeżeli nie – też dobrze. Bardziej chodziło mi o to, żeby nie tracić kontaktu z pisaniem, żeby nie zgubić gdzieś tej pasji, która od dziecka we mnie była.

Postanowiłem, że będą to książki i komiksy – właśnie dlatego, że lubię czytać i w dużych ilościach. W trakcie pisania okazało się, że zacząłem jednak sam siebie trochę oszukiwać, bo szybko zaczęły się wplatać w moje tematy również filmy i seriale. To wszystko gdzieś się ze sobą miesza. Wystarczy spojrzeć na świat komiksów – niby literatura, ale gdyby nie filmy, większość ludzi nie wiedziałaby pewnie, kim jest Iron Man czy Kapitan Ameryka, których  widzimy choćby na towarzyszących nam podkładkach pod kubek (do kupienia w sklepie 4gift.pl, przyp. redakcji). Uznałem więc, że nie ma się co dłużej okłamywać i blog stał się stricte popkulturowy a nie związany ściśle tylko z literaturą czy komiksami (które zresztą też zaliczają się do niej).

Nazwa jednak została niezmieniona. Wbrew pozorom, nie ma też ona aż tak wiele wspólnego z książkami. Powstała raczej dzięki mojemu ego – doszedłem do wniosku, że piszę tak dobre treści, iż są one lekturą obowiązkową 😉

Marcin Tomaszewski rozmawiamy o jego pracy i blogowaniu na lekturaobowiązkowa.pl

Teraz zaczynasz również działać na YouTube. Jak do tego doszło?

Wbrew pozorom, to nie jest tak, że dopiero zaczynam.  Chociaż kanał istnieje w sumie już od półtora roku, to ja niemal nic tam nie robię! Podstawowe problemy, jakie mam, to regularność i czas… a raczej brak tychże! Często powtarzam, że „nie mam czasu, nie mam czasu” i pewnie powinien był już dawno wytatuować sobie te słowa, tak często pojawiają się w moich ustach. Prawdopodobnie ludzie, którzy śledzą mnie w social mediach też wiedzą, że nie mi go brakuje; bo jestem naprawdę marnym moderatorem tego, co dzieje się na moich kanałach. Zupełnie nie nadążam z byciem na bieżąco, z aktywnością fanów i obserwatorów Lektury Obowiązkowej.

Pewnie dlatego, że nie jesteś zawodowym blogerem.

Dokładnie. Jest to moje hobby, ale pracuję też zawodowo, na etacie. Tak zarabiam na życie, choć coraz większe znaczenie dla mojego budżetu ma również afiliacja, dlatego cieszę się, że mogę być wydawcą webePartners poprzez mojego bloga 🙂

Co więc daje ci blogowanie?

Blogowanie to dla mnie w zasadzie taka transakcja wiązana. Z jednej strony, jeśli jakiś temat mnie zainteresuje, zaczynam o nim czytać. Zgłębiam go, drążę i dowiaduję się jak najwięcej a później przekazuję tę wiedzę innym. Piszę, bądź nagrywam – to akurat w tym procesie nie ma większego znaczenia, by stworzyć tekst lub wideo, które będą wartościowe dla moich czytelników czy też widzów.

Wielokrotnie ludzie do mnie wracają, piszą i dziękują za rekomendacje oraz treści na blogu albo na kanale YouTube, zwłaszcza za polecane książki. To dla mnie zdecydowanie najlepsza zapłata. Dzięki temu ja się czegoś dowiaduję a czytelnicy cieszą się, że zwróciłem im uwagę na coś interesującego! Któregoś razu jedna z czytelniczek napisała do mnie, że lubi mojego bloga, bo znajduje na nim rzeczy, o których by w życiu nie pomyślała, że istnieją. To było najlepsze!

Twój blog od początku miał być hobbistyczny, może to jest właśnie skuteczny przepis na sukces. Twoje zasięgi są naprawdę imponujące – czy masz jakieś sprawdzone sposoby na przykucie uwagi czytelników?

W tej chwili bazuję stricte na kanałach, gdzie mogę dotrzeć bezpośrednio do odbiorców i wygenerować ruch organiczny. Mam na myśli przede wszystkim Facebook czy Twittera. Dodatkowo, nieźle znam się na SEO, więc wykorzystuję to i staram się zawsze, by moja treść trafiała do czytelnika. Nie chcę, by czuł się skołowany albo odebrał moje treści jako sztuczne, jednocześnie zachowuję zasady, których uczy Google, żeby teksty pojawiały się wysoko w wynikach wyszukiwania. Właśnie w ten sposób trafia do mnie wielu czytelników.

Muszę jednak przyznać, że wiele zawdzięczam także trzem moim znajomym, którzy również prowadzą blogi. To jest Kasia Czajka z bloga Zwierz Popkulturalny, Paweł Opydo, kiedyś bloger, obecnie youtuber, Łukasz Stelmach z bloga ichabod, prowadzący również popularny kanał autorski na YouTube. Na samym początku przygody z blogowaniem, bardzo mi pomogli. Są to osoby, które już od kilku lat stanowią  pewnego rodzaju elitę w blogowym świecie. Wtedy nie znaliśmy się jeszcze osobiście, ale zauważyli mojego bloga i podzielili się nim ze swoimi fanami. Jestem im za to bardzo wdzięczny, bo dali mi potężnego kopa do działania i zapewnili zasięgi na początku mojej podróży w blogosferze.

Marcin Tomaszewski rozmawiamy o jego pracy i blogowaniu na lekturaobowiązkowa.pl

Z pewnością, poza sympatią do ciebie, kierowali się także jakością twoich tekstów, które są naprawdę wartościowe.

Bardzo się cieszę, jeśli ktoś chce mnie czytać i czerpie z tego przyjemność. Nie uważam w najmniejszym stopniu, że mój blog to jakieś absolutnie niezwykłe objawienie, natomiast bardzo mi miło, że mam tylu fanów. To jest dla mnie fajne, gdy ludzie piszą, że moja twórczość jest dla nich cenna, wartościowa i warta poświęconego czasu.

Zdarzało się nawet, że moje wpisy były wykorzystywane w pracach licencjackich czy magisterskich. Proszono mnie też o pomoc, gdy ktoś przygotowywał prace poświęcone książkom lub komiksom i to jest ogromny zaszczyt. Dla mnie to prawdziwe i największe wyróżnienie, gdy ktoś ufa mi na tyle, by swoją pierwszą ważniejszą pracę naukową stworzyć w oparciu, po części, o moje wypociny.

To robi wrażenie! A teraz jeszcze dochodzi YouTube. Czy ma to być uzupełnienie bloga, sposób na poszerzenie możliwości afiliacyjnych? Jaki masz na niego plan?

Dobre pytanie, od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym, a od kilku tygodni nawet bardzo intensywnie. Rozmawiamy akurat w momencie, kiedy mam totalną blokadę twórczą. Postanowiłem, więc trochę odpocząć, nie będę sobie narzucał niczego na siłę.

Na początku teksty pojawiały się na moim blogu co drugi dzień. Tekst, dzień przerwy; tekst, dzień przerwy. I tak cały czas. Na dłuższą metę okazało się to jednak bardzo męczące. Zwłaszcza, że zmieniłem pracę i pochłania mi ona teraz sporo czasu.

Chciałbym jednak sprawdzić się na YouTube i coraz poważniej się za to zabieram. Blog ma już pewną renomę, osiągnąłem tam pewien pułap spełnienia, a tym kanał video jest moim kolejnym wyzwaniem. Co prawda, zacząłem już półtora roku temu, ale wyznaczyłem sobie pewien cel i powoli do niego dążę.

Ponadto, tak, jak wspomniałaś – rzeczywiście jest to kolejne miejsce, gdzie można rozwijać działalność afiliacyjną, polecać produkty, które sam czytam, oglądam i używam. Jeżeli coś wnosi wartość do mojego życia, chciałbym podzielić się tym z innymi.

Co prawda, powstał już wstępny plan na rozwinięcie contentu video, ale jednocześnie jestem osobą, która jednego dnia ma już cały proces przemyślany a następnego odkrywa zupełnie nowe możliwości i zmienia koncepcję. Nie mogę więc powiedzieć, że na pewno zrobię to w taki czy inny sposób. Wiem tylko, że zrobię! Chcę się sprawdzić!

Marcin Tomaszewski rozmawiamy o jego pracy i blogowaniu na lekturaobowiązkowa.pl

Sam zajmujesz się prowadzeniem bloga oraz social mediów czy jest ktoś, kto ci w tym pomaga?

Tak, od początku do końca realizuję wszystko, co jest związane z powstaniem i prowadzeniem mojego kawałka internetu sam. Proces wyszukiwania tematu, wszelkiego researchu, napisania, redakcji, złożenia, a w przypadku filmu, także zmontowania, to tylko moja praca. Nie korzystam z pomocy nikogo z zewnątrz, nie biorę operatora. Szczerze mówiąc, nie mam też profesjonalnego sprzętu. Do nagrywania wykorzystuję telefon, no i mam mikrofon. Jestem przykładem na to, że można tworzyć poczytnego bloga bez całej ekipy i drogiego sprzętu. Całkowicie zadowalają mnie efekty mojej samodzielnej pracy.

Piszesz bloga i nagrywasz filmy hobbistycznie, ale robisz to dobrze. Ludzie chcą czytać cię i oglądać a to otwiera przed tobą nowe możliwości. Jaki jest więc twój stosunek do zarabiania na blogu?

Jak najbardziej pozytywny 😊 Jeśli chodzi o monetyzację, to stawiam na afiliację związaną z książkami, bo to wciąż moje najbardziej poczytne treści. Ludzie klikają w te teksty najchętniej. Jest to moje główne źródło zarabiania na blogu.

Udało mi się zbudować już pewne zaufanie u czytelników. Jeżeli więc piszę o czymś, to od razu mogę polecić im, gdzie mogą to kupić. Jak wspomniałem wcześniej – narzekam na permanentny brak czasu i doskonale identyfikuję się z tymi, którzy mają podobny problem. Jestem fanem wszelkich rozwiązań oszczędzających czas, a afiliacja właśnie do nich należy. Piszę o jakiejś książce, komiksie, grze czy filmie, które wywarły na mnie wrażenie. Chcę więc zachęcić swoich czytelników, aby również sięgnęli po te pozycje, bo wierzę, że są warte poświęconego im czasu i pieniędzy. A skoro polecam, to dlaczego miałbym od razu nie wskazać im, gdzie mogą dany produkt nabyć? Moi czytelnicy czy widzowie oszczędzają czas, który musieliby poświęcić na wyszukiwanie tych rzeczy w internecie, a przy okazji, ja jestem w stanie nieco na tym zarobić. Jak widać, afiliacja to doskonała opcja zarówno dla mnie, jak i dla moich odbiorców. Oczywiste więc jest, że chętnie korzystam ze współpracy z siecią afiliacyjną.

Czego unikasz w działaniach mających na celu monetyzację bloga?

Zarobek na blogu nie jest dla mnie celem samym w sobie. Ktoś mógłby stwierdzić, że jestem idiotą, bo poświęcam na blogowanie swój cenny czas, a nie przynosi mi to wielkich dochodów. Korzyści finansowe płynące z prowadzenia własnej strony nigdy nie były moim głównym priorytetem. Mógłbym, co prawda, tworzyć treści reklamowe, ale byłyby one nieco bardziej wymuszone. Poza tym, zachodzi obawa, że blog stałby się niemal wyłącznie reklamą i straciłbym zaufanie czytelników. Tego zdecydowanie chciałbym uniknąć. Nie chcę, by fani wchodzili na przykład na Instagrama i ciągle podziwiali mnie tylko z nowymi gadżetami, w nowych ubraniach. To nie byłoby wiarygodne w ich oczach.

Być może, kiedyś będę musiał to odszczekać, ale na razie mogę pozwolić sobie na w pełni hobbistycznego bloga. Dlatego, kiedy wybieram afiliację, czytelnicy mogą mi zaufać. Nie robię tego, żeby się utrzymać, ale szczerze polecam im tylko te produkty, które sam mam albo chcę mieć. Moim problemem jest, przede wszystkim, notoryczny brak czasu.

Jednak trochę go znalazłeś, żeby do nas przyjechać i zobaczyć Wrocław również oczami jego mieszkańców.

Tak, przyjazd tutaj na wasze przemiłe zaproszenie to dla mnie ogromna przyjemność! Przede wszystkim, nigdy nie byłem we Wrocławiu a zawsze bardzo chciałem odwiedzić to miasto. Cenię sobie to, że pokazujecie mi ten „prawdziwy” Wrocław. Wychodzę z założenia, że jego turystyczną mogę odkrywać sam. Natomiast, bez pomocy osób, które tu mieszkają, nie zobaczę „wnętrza” tego miasta, jego codziennej rzeczywistości i uroku znanego tylko wrocławianom. Dziękuję więc bardzo za zaproszenie.

A my dziękujemy za wizytę, bo dzięki temu możemy zadać ci, jako znawcy, odwieczne pytanie fanów literatury – czy komiks to książka?

Ostatnio widziałem takiego mema, który stał w obronie tego, że komiks jest utworem literackim. Przedstawiono obok siebie książki telefoniczne, czekowe i inne tego typu, a na końcu znajdował się komiks. Pod każdą z tych książek widniał napis: „to jest książka, to jest książka”, natomiast pod komiksem: „a to nie jest książka”. Nie chodziło w tym obrazku oczywiście o to, by potwierdzić taką tezę, ale obnażyć absurd twierdzenia, że komiks to nie literatura. To jest literatura tak samo jak książka!

Dla mnie komiks jest, przede wszystkim, sztuką.

Oczywiście, książka też jest sztuką. Słowo pisane same w sobie nią jest. W przypadku komiksów najczęstszym zarzutem, jaki słyszę, jest sposób narracji. Twierdzi się, że komiks nie ma takiej narracji, jaką posiada książka. Ona ma narratora, podmiot liryczny, kogoś, kto opowiada historię, a w komiksie tego brakuje. To nieprawda. Komiks przekazuje treści nie tylko słowem, ale również, a może przede wszystkim, obrazem. Czasami potrafi on mieć pełniejszy przekaz niż książka, obraz bywa bardziej wymowny od słów. Nie zawsze wszystko trzeba powiedzieć, może się okazać, że wystarczy to pokazać.

A o czym wolisz pisać – o książkach czy filmach?

To nie kwestia gatunku, a tematu oraz momentu. Jeżeli temat jest interesujący, to nie ma znaczenia w jakiej formie jest przedstawiony. Ostatnio często pojawiają się u mnie teksty, które związane są z kulturą a jednocześnie zahaczają o wątki psychologiczne, które doskonale wkomponowują się w poruszany przeze mnie temat.

Jestem zresztą zafascynowany tym, jak w kulturze wszystko wzajemnie się przenika!

Na koniec, zdradź nam, jakie masz plany na Lekturę Obowiązkową?

Chciałbym skupić się teraz na rozwoju kanału na YouTube. Trzeba przygotować się do tematu, zarówno pod względem researchu oraz koncepcji.

Zależy mi na tym, aby moi czytelnicy i widzowie dostawali ode mnie wartościową, merytoryczną wiedzę dotyczącą tematów poruszanych na blogu. Ważne też, by były to treści skondensowane, które można przeczytać w kilka minut. Dlatego na każdy tekst czy nagranie, muszę poświęcić czas. One wymagają przygotowania, muszę sprawdzić dane, źródła itd. Zależy mi na tym, aby ci, którzy mnie czytają, a teraz również oglądają, dostali maksimum wartościowych treści w jak najkrótszym czasie, który muszą poświęcić na zapoznanie się z nimi. Oczywiście, nie wyczerpuję zwykle tematu. Wiem, że mógłbym napisać o wiele więcej, ale wtedy wyszłaby z tego praca magisterska, a nie w tym rzecz. Skupiam się więc na tym, aby jak najlepiej ugryźć temat i przedstawić go w przystępny sposób.

Życzymy ci w takim razie powodzenia – zarówno na blogu, jak i na kanale YouTube a także we współpracy afiliacyjnej w ramach naszej sieci!

Za produkty udostępnione do sesji z Marcinem, bardzo dziękujemy naszym wspaniałym reklamodawcom, sklepom Ombre oraz 4Gift.pl!

 

dołacz do sieci i zarabiaj na polecaniu

Z wykształcenia dziennikarka, pisarka i literaturoznawca, swoją pasję do zawodowego stukania w klawiaturę kontynuuję na studiach magisterskich z dyscypliny kreowania mediów i... w webePartners, gdzie, przy dobrej kawie i czekoladzie (warunek konieczny!), tworzę dla was treści o zarabianiu w internecie.


Data publikacji: 01.12.2018

Related Post