Blog kulinarny to wbrew pozorom nie jest łatwe zadanie! Doskonale wie o tym Edyta Stępczyńska, która od 2010 roku tworzy bloga o kuchni wegańskiej, na którym dzieli się przepisami na każdą okazję i wiedzą dotyczącą zdrowego odżywiania. Prowadzi również warsztaty gotowania dla osób prywatnych i większych grup a dziś zdecydowała się gotować dla nas!

Przy okazji tej kulinarnej uczty, mieliśmy okazję porozmawiać z blogerką na temat jej pracy, kuchni roślinnej, a także pierwszych kroków w marketingu afiliacyjnym.

Blog kulinarny, rozmowa Edyty Stępczyńskiej i Ewy Dudek

Blog kulinarny, Edyta Stępczyńska na sesji z produktami reklamodawców

Blog kulinarny pasztet wegański z fasoli na stole z warzywami

To, co robisz, wynika z twojej filozofii życia, z pasji… Kilka lat temu pracowałaś spokojnie na etacie, aż w końcu postanowiłaś to zmienić. Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się od bloga, który na początku był po prostu pamiętnikiem dla bliskich. Miał pokazać im, co można jeść, gdy nie je się mięsa. Ten blog wegański stale się rozwijał, aż w końcu w 2016 roku zdecydowałam się zakończyć trzynastoletnią karierę urzędnika i zająć tylko nim. Zamieniłam ciepłą posadkę za biurkiem na własną działalność. Można powiedzieć, że to blog kulinarny uwolnił mnie od etatu. 🙂

Ale blog kulinarny to nie jedyne Twoje zajęcie, prowadzisz także kanał na YouTube oraz organizujesz warsztaty kulinarne i wydałaś e-książkę.

Wydałam już dwa e-booki z przepisami według diety dr Dąbrowskiej, planuję też kolejne. Zamierzam także rozpocząć szkolenia online. Oczywiście, cały czas spotykam się z ludźmi – gotuję dla nich, gotuję z nimi, prowadzę warsztaty przygotowywania wegańskich potraw. Prowadząc tylko blog wegański pewnie bym się nudziła.

Blog kulinarny, Edyta Stępczyńska przygotowuje pasztet wegański

Blog kulinarny Edyty Stępczyńskiej, krojenie cebuli

Blog kulinarny Edyty Stępczyńskiej, nakładanie masy do foremki

Blog kulinarny, włożenie pasztetu wegańskiego do piekarnika

Blog kulinarny, pasztet z fasoli, kaszy i suszonej śliwki, wegański

Nie żałujesz więc rzucenia pracy na etacie?

Wręcz przeciwnie, bardzo się z tego kroku cieszę, choć był on dla wielu ludzi szokujący. Pytali, czy sobie dam radę, byli zdziwieni że rzucam pracę… ja jednak nie żałuję i polecam jak najbardziej!

To jest więc nie tylko twój sposób na życie, ale i na zarabianie. Utrzymujesz się w tej chwili, pisząc blog kulinarny oraz ze wszystkich dodatkowych rzeczy, które przy okazji bloga powstają.

Tak, natomiast to wszystko nie wydarzyło się w jednej chwili, do niczego nie dochodzi się w jeden dzień. Cały czas idę do przodu i na przykład kanał na YouTube dopiero startuje. Plany rozwoju oczywiście są, bo gdy się ktoś nie rozwija, to stoi w miejscu. Jednak największy nacisk kładę wciąż na swój fanpejdż na Facebooku. Doskonale wiem jak ważny jest rozwój mediów społecznościowych przy prowadzeniu takiego przedsięwzięcia jak blog kulinarny. Zdjęcia potraw, publikowanie przepisów, odpowiedzi na pytania czytelników. Poza tym, social media to jeden ze sposobów na zarabianie w internecie.

Do tej pory, twoje główne źródło dochodu, jeśli chodzi o blog kulinarny, stanowiła współpraca bezpośrednia z markami zewnętrznymi. Teraz zaczynasz korzystać z afiliacji. Z perspektywy osoby początkującej, co możesz powiedzieć o marketingu afiliacyjnym? Co przekonało cię, żeby spróbować?

Myślałam o tym wcześniej. Zastanawiałam się, czy będę szczera, polecając rzeczy, które niekoniecznie trzymałam w ręku. Postanowiłam jednak spróbować – zwłaszcza, gdy zobaczyłam, ile webePartners oferuje rożnego rodzaju produktów i jak wielu z nich ja na co dzień używam. A skoro używam, mogę polecić również innym i dodatkowo zarobić na tym! Okazało się, że afiliacja jest świetnym sposobem na zarabianie w internecie! Mogę prowadzić swój blog kulinarny i polecać produkty innym użytkownikom. Ale nie ukrywam, że na początku byłam nieco sceptyczna.

Miałaś jednak obawy, bałaś się o to, czy będziesz autentyczna.

Wydawało mi się, że ludzie mają dość tego typu reklam i nie będą chcieli ich czytać, choć ten rodzaj marketingu dopiero rozwija się u nas. Zauważyłam, że moi czytelnicy chętniej czytają przepisy, niż takie posty afiliacyjne. Dochodzę jednak do wniosku, że jeśli umiejętnie się to wplecie, to wpis wygląda tak naturalnie, że zupełnie nikomu nie przeszkadza celna reklama. Jeśli kto, tak jak ja, prowadzi blog wegański, wegetariański czy ogólnokulinarny, na pewno zdaje sobie sprawę, że zarabianie w takim środowisku nie należy do najłatwiejszych. Nie polecam czytelnikom ubrań, kosmetyków czy elektronicznych gadżetów, mam więc nieco bardziej ograniczone możliwości. Na szczęście, dzięki bogatej ofercie sklepów z wyposażeniem kuchennym dostępnym w webePartners stało się to znacznie prostsze!

Chcielibyśmy jeszcze zapytać o sam weganizm. Twój mąż również jest weganinem – czy początki były trudne, czy wspólnie gotujecie?

Początki są zawsze trudne, we wszystkim, ale są też fascynujące. Wchodzenie w wegetarianizm (bo od tego zaczęliśmy), było jak odkrywanie nowego świata – poznawanie nieznanych dotąd smaków, przypraw; była to fascynująca droga. Dziś jest łatwiej porzucić mięso. W sklepach można znaleźć coraz więcej gotowych potraw. Jeżeli ktoś tylko chce, może w zasadzie odżywiać się jedynie gotowymi produktami, zastępnikami tradycyjnych potraw z całego świata. Gdy my zaczynaliśmy, wszystko musieliśmy robić sami. Mój mąż aktywnie uczestniczy w gotowaniu, on też zostawił swoją pracę i choć czasami wspieramy się gotowymi produktami, większość jednak przygotowujemy sami.

Prowadząc blog wegański i zajmując się taką kuchnią uważasz, że jest ona bardziej angażująca, bardziej wymagająca czasowo od tradycyjnej?

To jest kwestia tego, żeby nauczyć się na początku łączenia smaków, poznania podstaw kuchni wegańskiej. Później zaczyna to poniekąd przychodzić samo. Przygotowanie zupy, potrawki, warzyw… to wszystko jest szybsze, niż np. ugotowanie mięsa. Wszystko zależy od naszej wyobraźni kulinarnej. Nam nie brakuje mięsnych potraw w najmniejszym stopniu! Poza tym, prowadząc blog kulinarny cały czas trzeba próbować, odkrywać nowe smaki, a taka kulinarna podróż jest niezwykle przyjemna.

Dzisiaj mieliśmy okazję obserwować twoją wyobraźnię kulinarną w akcji, gdy piekłaś dla nas przepyszny pasztet z fasoli i kaszy jaglanej. Kilka produktów zdecydowanie ułatwiło ci pracę, bo wspomogli nas nasi reklamodawcy, tacy jak Fabryka Form czy EMAKO.

Wybrałam takie produkty, które były i użyteczne, i inspirujące dla czytelników szukających pomysłów na świąteczne prezenty. Skorzystałam więc z silikonowej formy do pieczenia ciasta, chleba czy pasztetu, która dodatkowo ma przegródkę ze stali nierdzewnej. Umożliwia ona podzielenie formy na części. Możemy więc upiec naraz dwa różne bochenki chleba czy dwa ciasta, bądź coś o mniejszym rozmiarze. Przydały mi się też piękne porcelanowe łyżeczki z miarkami, które są przy okazji świetnym gadżetem. Jest też kubeczek z niemal przezroczystym motywem psa – coś pięknego. Mam też szklaneczki do espresso z podwójnymi ściankami. Uważam, że są rewelacyjne, bo kawosze nie poparzą się przy delektowaniu się gorącą kawą. Co ciekawe, my, podczas sesji, wykorzystaliśmy te szklaneczki jako pojemniki do przypraw, są więc bardzo uniwersalne! Tak jak wspomniałam, prowadząc blog kulinarny, nie mam aż tylu możliwości, żeby polecać wiele produktów. Dlatego, zawsze się cieszę, kiedy znajduję tak fajne gadżety, które mogę z czystym sumieniem polecać moim czytelnikom.

Blog kulinarny, akcesoria kuchenne ze sklepów reklamodawców Emako i Fabryki Form

Mogłoby się wydawać, że blog kulinarny to miejsce, w którym można polecać tylko produkty spożywcze, ale przecież zostaje mnóstwo akcesoriów z wyposażenia kuchni.

Zgadza się! A w sklepach Waszych reklamodawców można znaleźć ich naprawdę sporo! Oprócz powyższych produktów z Fabryki Form, wybrałam również – jako prawdziwy miłośnik kotów – stojak na ręczniki papierowe stojak na ręczniki papierowe z motywem kota z EMAKO. Funkcjonalny i prześliczny, a więc idealny dla mnie. Mamy też solidny marmurowy moździerz, który przyda się w każdej kuchni. Można utrzeć w nim przyprawy czy czosnek. Zasługującym na uwagę elementem jest również zestaw z pojemnikiem na płyn do mycia naczyń, gąbką i szczoteczką czyszczącą. Ten produkt z pewnością zakończy raz na zawsze niekończącą się debatę w każdej kuchni, na temat tego, gdzie trzymać gąbkę i dlaczego znów zaginęła gdzieś w zlewie. Tu mamy wszystko w jednym, eleganckim miejscu. Bambusowa deska również spełnia swoją rolę doskonale, jest duża i przyda się w każdej kuchni!

Blog kulinarny, sesja fotograficzna Edyty Stępczyńskiej z zakreconywegeobiad.pl

Te produkty mogłabyś więc śmiało polecać już na swoim blogu?

Oczywiście, są to rzeczy, które wszystkim się w domu przydadzą!

Dziękujemy w takim razie, że przyjechałaś do nas i życzymy dalszych sukcesów w rozwoju bloga. Będziemy oczywiście śledzić i dopingować, do czego zapraszamy też naszych czytelników!

 

Jeżeli tak jak Edyta prowadzicie blog kulinarny i zastanawiacie się jak zarabiać w internecie, oto kilka praktycznych porad!

– dołączcie do programów partnerskich sklepów z wyposażeniem kuchni

– przygotowując wpisy nie skupiaj się jedynie na składnikach, ale również na akcesoriach, z których korzystasz, dodając linki afiliacyjne

– zawsze informuj czytelników, że za zakupy za twoim pośrednictwem otrzymasz drobną prowizję, uczciwość popłaca!

– nie ograniczaj się tylko do przepisów, przecież zawsze możesz stworzyć wpis o swojej kuchni i o tym z jakich produktów w niej korzystasz

– linki afiliacyjne możesz umieszczać również w social media, dlatego nie zapominaj o tym, jeśli np. publikujesz coś na Facebooku

 

blog kulinarny - zarabiaj online, prowadząc blogi lub social media

 

Z wykształcenia dziennikarka, pisarka i literaturoznawca, swoją pasję do zawodowego stukania w klawiaturę kontynuuję na studiach magisterskich z dyscypliny kreowania mediów i... w webePartners, gdzie, przy dobrej kawie i czekoladzie (warunek konieczny!), tworzę dla was treści o zarabianiu w internecie.

[wp-review]

Data publikacji: 11.12.2017